Halina Poświatowska (1935-1967), urodzona w Częstochowie. Polska poetka, która wiele wycierpiała w swoim 33-letnim życiu. Miała troje rodzeństwa – Małgorzatę, Elżbietę i Zbigniewa. Elżbieta zmarła jednak mając zaledwie 3 lata.

Zdj. Halina Poświatowska

źródło: www.twojewiadomosci.com.pl

Poświatowska żyła w niespokojnych czasach. W 1945 roku miało miejsce Wyzwolenie Częstochowy, kiedy to 16-17 stycznia odbyła się walka pomiędzy Armią Czerwoną a Wermachtem. Przybliżę nieco wydarzenia z tamtego okresu, gdyż zasługują na uwagę.

* * *

Częstochowa miała być miastem pełniącym rolę punktu oporu Wermahtu, gdzie niemieckie wojska miały walczyć do ostatniego żołnierza. Już w 1944 roku z rozkazu Naczelnego Dowództwa Wermachtu (Oberkommando der Wehrmacht, sił zbrojnych III Rzeszy utworzonych przez Adolfa Hitlera) rozpoczęto prace mające na celu m.in. utworzenie umocnień, okopów przeciwczołogowych, zbrojenie budynków w gniazda karabinów maszynowych oraz utworzenie magazynów dla 4 Armii Pancernej (z niemieckiego – 4. Panzerarmee). Miasto miało być swoistą twierdzą.

Częstochowa miała być wyzwolona przez oddziały radzieckie należące do 5 Gwardyjskiej Armii, 9 i 14 Gwardyjskiej Dywizji Piechoty. Ta ostatnia napotkała jednak silny opór od strony 68 i 304 Dywizji Piechoty.

16 stycznia Niemcy zostali mocno zaskoczeni – czołgi 54. Brygady Pancernej Pierwszego Frontu Ukraińskiego, pod dowództwem majora Siemiona Chochriakowa, kontynuowały marsz od rzeki Pilicy, oraz przez Mstów. Brygady ruszyły na Częstochowę poprzez lukę w barykadzie.

Zdj. Radzieckie jednostki w Alejach, źródło: czestochowa.gazeta.pl

Po ofensywie nad Pilicą, opór niemiecki został odparty. Armia Czerwona stacjonowała w mieście do czerwca 1946. Podczas tego okresu żołnierze Armii Czerwonej popełnili 22 zabójstwa, 36 napadów rabunkowych, 136 kradzieży, 11 gwałtów oraz dokonali licznych „rekwizycji” przedmiotów (według badań historyka Sławomira Maślikowskiego z IPN-u).

* * *

O czym mogła pisać Halina Poświatowska po wojennych doświadczeniach?

Czytamy:

„Głównymi motywami jej twórczości poetyckiej były przeplatające się wzajemnie miłość i śmierć. Świadoma swej kruchości Poświatowska dawała wielokrotnie wyrazy sprzeciwu wobec nieugiętego losu (…) W swych utworach nie pomijała także swojej kobiecości, pisała o sobie i innych kobietach, kobietach-bohaterkach. Wszystko to osadzone było w głębokich przemyśleniach filozoficznych. Poezja Haliny Poświatowskiej stanowi studium natury ludzkiej, kobiety pragnącej miłości i kobiety świadomej swej śmierci”

źródło: http://wiersze.pl/autor/informacje/841/poswiatowska-halina.html

Fakt pisania do miłości w obliczu traumatycznych przeżyć oraz ciężkiej choroby poetki jest dla mnie zaskakujący. Znajomość jej doświadczeń oraz tematyki poezji może być nauką dla każdego z nas.

Zawsze wychodziłam z założenia, że poezja to nic innego, jak „śpiew duszy”. To emocje, tęsknoty, wspomnienia i filozofia autora, z którą możemy się identyfikować. Biorąc pod uwagę, że nasze życie przepełnione jest różnymi doświadczeniami, również tymi traumatycznymi rodem z dramatów czy kryminałów, warto zastanowić się, co owe przeżycia zmieniły w naszym życiu i podejściu do niego.

Czy w obliczu złych życiowych doznań, wciąż możemy znaleźć iskierkę ciepła, która potrafi rozgrzać naszą duszę? Coś, co sprawi, że nasza dusza zacznie „śpiewać”, jak u Haliny Poświatowskiej?

Poetka odnalazła swoje szczęście i sens życia m.in. właśnie w miłości i, o ironio, świadomości zbliżającej się śmierci. To ostatnie sprawiło, że Poświatowska zaczęła korzystać z pozostałego jej czasu – między innymi rozpoczęła studia filozoficzne. Cel w życiu, tj. zdobywanie wykształcenia i kreowanie swojej jak najlepszej przyszłości, może być lekiem na zło pochodzące z przeszłości. Brzmi banalnie, jednak słowa „zostawmy przeszłość tam, gdzie jej miejsce” jest kluczem do szczęścia.

Dodatkową szansą na szczęśliwe życie jest właśnie miłość, która sprawia, że „dusza śpiewa”. Jest swoistą motywacją do działania.

Ważny jest też jeszcze jeden fakt, o którym każdy człowiek zapomina. Każdy z nas zgodzi się, że prawdziwa miłość, wewnętrzny rozwój oraz cel w życiu może być drogą do osiągnięcia szczęścia. Czy jednak świadomość własnej kruchości, ulotności czy śmiertelności, również może się do tego przyczynić? Sądzę, że tak.

Dopiero będąc świadomym własnej śmierci, która może nadejść z dnia na dzień, zaczynamy bardziej doceniać życie. Staramy się wtedy czerpać z niego jak najwięcej radości. Jednak nie oszukujmy się – nie da się nieustannie pamiętać o swojej ulotności. Jesteśmy „zaprogramowani”, by przetrwać. Dobrze jest jednak od czasu do czasu o tym sobie przypomnieć i chwilę nad tym pokontemplować…


  • Soup.io
  • YouTube
  • Last.fm